niedziela, 16 czerwca 2019

Wyznania Matki Polki: O wielkich zmianach w naszym życiu i o tym, jak umiem już pokazać środkowy palec




Godzina 15:08, ja wciąż w piżamie siedzę przed laptopem, na kolanach córeczka, którą właśnie karmię z butelki, a w tle słucham fragmentu ebooka You Are a Badass: How to Stop Doubting Your Greatness and Start Living an Awesome Life’. Nie wiem czy to te słowa, czy ten głos, czy mieszanka obu, ale kilka minut i nagle BOOM. Takie głośne, potężne BOOM!!! Ręce zaczęły mnie aż swędzieć od chęci spisania, tego, co właśnie się wydarzyło w mojej głowie. A ona krzyczała: ‘Pisz kobieto, no pisz!’ No więc zaczęłam pisać... jedną ręką.

Przez ostatnią godzinę lub dwie przeglądałam w internecie książki, które koniecznie muszę przeczytać. Zbliżają się moje urodziny (30-te!), więc to dobry pretekst, żeby wyszukać sobie propozycje prezentów od bliskich, a co! Zaczęło się niewinnie, jedna czy dwie książki, które miałam ostatnio zapisane w telefonie. Przypomniałam sobie o mojej książkowej ‘wish list’ na Amazonie, no więc zaglądam, a tam... O kurde, ile perełek! Muszę przeczytać je jak najszybciej! Ale nie mogłabym zapomnieć o mojej liście książek na stronie Empiku. Zaglądam więc i tam szybko i już po chwili w mojej przeglądarce internetowej mam już otworzonych kolejnych kilkanaście kart (nie licząc kilkunastu innych, których ‘nie umiem’ zamknąć, bo się przydadzą). Każda jedna książka ‘otwiera’ kolejne kilka książek, a ja nie nadążam z zastanawianiem się: Które chciałabym kupić i przeczytać w pierwszej kolejności? Które najlepsze? To taka zmora perfekcjonistki - potrzeba podjęcia najlepszej decyzji, a to tylko odkłada się w czasie… i interesujących książek pojawia się więcej i więcej. Czuję się jak chomik w klatce na kołowrotku, który sam napędza ten mechanizm. Niech podniesie rękę ten, kto zna to uczucie… Nie jestem sama? Tak myślałam.



Perfekcjonizm, introwertyzm, macierzyństwo, minimalizm vs. konsumpcjonizm, zarządzanie sobą w czasie - o takiej tematyce pochłaniam książki, bo to wszystko definiuje mnie samą, moje słabości, moje zmagania, moje codzienne życie. Ale czy chcę się szufladkować? Odkąd pamiętam, miałam problem z tym, co myślą o mnie inni, jakie są ich odczucia wobec mnie, ale w końcu dojrzałam (w sumie wciąż dojrzewam, bo to stała praca nad sobą), do tego, żeby nie zaprzątać sobie tym głowy, olać wewnętrznego krytyka, wampirów emocjonalnych, powiedzieć ‘dość’, a jak trzeba, to również umieć pokazać środkowy palec… i za to nie przepraszać.



Potrzebny Wam przykład? Ależ proszę, mam nawet kilka:

  • Pisanie na blogu raz na kilka miesięcy, no bo przecież nie mogę publikować tekstów, które nie są dopieszczone pod każdym względem.
  • Prowadzenie bloga tylko dwujęzycznie, no bo ‘musisz’ dotrzeć do jak największej ilości osób. I co z tego, że chcesz wypełnić niszę.
  • Kupowanie nowych przedmiotów, ale inne muszą zrobić im miejsce, więc trzeba się ich od razu pozbyć. Albo najlepiej nie kupować i oszczędzać.
  • Presja bycia Perfekcyjną Mamą, a do tego Perfekcyjną Panią Domu - i to wszystko na 3 etaty, 24/7.
  • Presja szybkiego powrotu do pracy, bo macierzyński to w końcu urlop. URLOP! Serio? Czy ja tylko leżę i pachnę? Przynajmniej ‘maternity leave’ brzmi trafniej...
  • Powrót do ciała sprzed ciąży od razu po połogu - nieważne, że tyłam 9 miesięcy, forma musi być już!
  • Chcesz awansu? Daj się zauważyć i pokaż, jaką masz charyzmę - co z tego, że jestem introwertykiem, który nie lubi takiej szopki na pokaz?

Witaj w moim świecie. Wyliczać dalej?



To właśnie ten moment w życiu, w którym oddzielam wszystko grubaśną krechą i ruszam dalej. Celowo nie chce powiedzieć, że zaczynam od nowa (nowa ja? haha, dobre!), bo wszystko dzieje się po coś i każde wydarzenie kształtuje nas, jak i naszą przyszłość. A u nas się naprawdę dzieje i czekają nas ogromne zmiany:

Nie wracam do pracy. Tak, powiedziałam to, złożyłam wypowiedzenie w pracy i nie ma odwrotu. Postanowiliśmy z mężem, że nie chcemy posłać Agatki do żłobka, z wielu powodów, m.in finansowo wyszłoby niemal tyle, co moja pensja (ceny żłobków powalają!), ale to nie jest najważniejsze. Nie potrafiłabym rozstać się na ten moment z Agatką, bo to właśnie teraz potrzebuje mnie ona najbardziej - nie wieczorami, nie w weekendy, nie podczas wakacji, tylko tu i teraz. I dlatego jestem. Bardzo wcześnie rozwinął się u mnie instynkt macierzyński, ogromna chęć i potrzeba spełnienia się jako mama. Na ten moment czuję, że właśnie w taki sposób chcę się realizować i spełniać swoje marzenie.

Przeprowadzamy się. Jednak to nie kolejna przeprowadzka do nowego lokum, a wyprowadzka z Londynu! 5 i pół roku i nagle nadszedł ten moment. Kiedyś myślałam, że nadejdzie on po maksymalnie 2 latach, a jeszcze nie tak dawno, że 5 lat to mało i chciałbym drugie tyle. A teraz? Jest z nami Agatka i to właśnie ona pomogła nam podjąć tę decyzję. Na razie nie będę zdradzać Wam szczegółów, do jakiego kraju się przenosimy, ale na pewno poświęcę temu osobny post i w pierwszej kolejności poinformuje Was na moim Instagramie, więc zachęcam Was do obserwowania mojego profilu. ;)

Poratowanie zdrowia - jak to zgrabnie określił mój mąż. Po ponad 5-ciu latach w Londynie, okresie intensywnej pracy, mocnego oszczędzania i wielu zmaganiach, stwierdziliśmy, że należy nam się odpoczynek, nagroda, przełączenie się na tryb ‘switch off’ i skupienie się na ‘tu i teraz’. Chcemy naładować nasze baterie, szczególnie jako rodzice, którzy mają na wychowaniu niemal roczną kobietkę. Robimy więc sobie przed przeprowadzką dłuższe wakacje (we trójkę) w przyjemniejszym klimacie i omijamy jesienno-zimowy spadek formy. Jeśli obserwujecie mnie w social media, to możecie się domyślić, o jakim kraju i mieście mowa. Zgadniecie? ;)


* * *

Godzina 16:11, ja wciąż w piżamie (wolno mi, a co!), tym razem kończę pisać już oburącz i zerkam na moją córeczkę, która ślicznie sama się bawi z 2 metry ode mnie, przeglądając książeczki nuci sobie po swojemu coś pod nosem, co jakiś czas zerkając na mnie z najpiękniejszym uśmiechem i zalotnym spojrzeniem. W tych oczach widać wszystko - miłość, radość, wdzięczność. A w moich oczach robi się mokro, już kolejny raz dzisiaj, ale tym razem ze wzruszenia. Zarwana noc i liczne pogryzienia ząbkującej małej istotki potrafią dać Mamie w kość. Ale to nieważne. Tak bardzo czuję się szczęśliwa, spełniona i dzięki temu chcę jeszcze - dawać jeszcze. Dla niej nie muszę być perfekcyjna, zawsze w formie, duszą towarzystwa i perfekcyjną panią domu. Wystarczy, że będę obok - to właśnie Agatka uczy mnie bycia ‘tu i teraz’ i reszta może poczekać…  szczególnie te wszystkie pootwierane karty z książkami w mojej przeglądarce.

Dziękuję, że jesteś Agatko!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz