niedziela, 15 września 2019

Praca w korpo, najważniejszy awans w życiu i kim jest moja Szefowa



Ile mostów musimy pokonać w życiu, żeby znaleźć się w miejscu, w którym docelowo chcemy być? Bardzo często zbytnio fiksujemy się na samym rezultacie, zapominając, że sam proces ma ogromne znaczenie i może dostarczyć nam większej radości i satysfakcji, niż osiągnięcie założonego celu. Proces może trwać tygodniami, miesiącami, latami, a my często nie potrafimy czerpać radości z dążenia do celu. Bardzo filozoficznie pojechałam, co? Ale do rzeczy Małgorzato!



Gdybyście powiedzieli mi z 6 lat temu, jak będzie wyglądać moje aktualne życie, popukałabym się w czoło z niedowierzania. Przecież ja mam inne plany! Chcę robić zagraniczną karierę w korpo, poznawać najlepszych speców od marketingu, największe guru branży beauty, rozbudowywać swoje CV, uczęszczać w eventach marketingowych i szkoleniach, osiągać sukcesy, itd.

Przez wiele lat, żyjąc marzeniami, podziwiając ludzi sukcesu i mając w głowie sceny z seriali typu Ally McBeal, Mad Men, The Suits, Lipstick Jungle, wierzyłam, że to właśnie taki styl życia jest mi pisany, że wielki świat mnie wzywa, a im większa korporacja, tym lepiej. Chciałam udowodnić (sobie i innym), że ja, dziewczyna z małego miasta, też potrafię i zapracuję sobie na wymarzoną przyszłość. (Tak, wiem, że wciąż wiszę Wam zaległy post o tym, jak zdobyłam pracę marzeń w Londynie, ale będzie to raczej długi tekst i nie chciałabym w nim niczego pominąć, dlatego pisanie go odwleka się w czasie. Ale pojawi się tu na blogu na pewno, obiecuję!)

Wychodząc poza własną strefę komfortu i pokonując wiele mostów po drodze, dostałam to, do czego tak bardzo dążyłam, BIG CITY LIFE! Byłam wniebowzięta i mega dumna z siebie. Dopiero z czasem zdałam sobie sprawę, że to sam proces i osiąganie kroków milowych przynosił mi więcej radości, niż osiągniecie mojego celu, który finalnie okazał się już mniej atrakcyjny na dłuższą metę. W porę uświadomiłam sobie, że życie w korpo i wyścig szczurów jednak nie jest dla mnie, kto przez to przeszedł, ten wie, co mam na myśli. Zbyt obszerny temat, żeby go poruszać w tym miejscu, ale serial “The Office” (wersja z US), świetnie to ukazuje z przymrużeniem oka. ;)

 

Chyba dojrzałam, bo teraz bardziej cenię sobie “work-life balance” i odpowiada mi wolniejsze tempo życia, dlatego dobrowolnie i świadomie zrezygnowałam z takiego życia na rzecz innych wartości i innego procesu - przede wszystkim procesu wychowawczego mojej Córeczki Agatki. A przeprowadzka do Walencji będzie tylko temu sprzyjać. :) 

Teraz mam w domu moją własną Małą Szefową i właśnie z nią chce budować nasze własne domowe 'imperium'. Tak, jak każdy pracownik korpo, ma wyznaczone cele roczne, ja rozpisałam już sobie plan na resztę życia (no, może nie aż na tak długo) w roli Mamy.


Za nami dopiero rok razem, ale nasza wspólna wędrówka (a tym samym praca) dopiero się zaczyna i tym razem mam zamiar skupiać się przede wszystkim na czerpaniu radości z tego procesu i każdej wspólnej chwili. W sierpniu oficjalnie zamknęłam mój korporacyjny rozdział i wyprowadziliśmy się z Londynu, a 1-go września zamieszkaliśmy w Walencji.
Rok temu awansowałam na Mamę i właśnie takie osiągnięcie dało mi największe spełnienie. Jaki więc jest mój długoterminowy cel? Awansować na Babcię, to na pewno haha. Ale zanim do tego dojdzie (a musi upłynąć wieeele lat), to zamierzam pokonywać kolejne mosty, tylko tym razem zatrzymać się na nich z Agatką na dłużej i cieszyć się wspólnie chwilą.

Ściskam,
Gosia

Photos: 1/main - kaboompics.com, 3/girl boss - Unsplash.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz