środa, 23 października 2019

10/30 - czyli moja życiowa misja


moja-misja-more-than-my-passion


W minioną niedzielę przeżyłam swój pierwszy raz. Pierwszy raz poprowadziłam LIVE na Instagramie i Facebooku - ja, kobieta, która jak ognia unikała zawsze kamer, pozowania do zdjęć. Kobieta, która mając przed oczami swoje fotografie, krzywiła się i zaczynała wyliczać powody, dla których poszczególne zdjęcia powinny zostać wyrzucone, skasowane i zapomniane. Kobieta, która miała zbyt duże kompleksy, by zaakceptować siebie taką, jaka jest. Kobieta, która kilka miesięcy temu skończyła 30 lat… i czuje się jak nowonarodzona!


Śmiesznie jest pisać o sobie w trzeciej osobie, ale takie właśnie zrodziło się w mojej głowie wprowadzenie do artykułu, w momencie, gdy usiadłam do pisania. Jak już wspomniałam, przedwczoraj poprowadziłam swój pierwszy w życiu LIVE w social media (był to jeden z moich celów do zrealizowania, który umieściłam na liście “20 przed 2020”). Bez żadnego szczegółowego planu, czy konkretnej struktury, pojawiłam się z tylko jednym tematem, który chciałam poruszyć. Wiem, że jestem gadułą, ale nie sądziłam, że rozgadam się na całą godzinę - szczególnie, że robiłam to w taki sposób po raz pierwszy! Dla mnie czas ten przeleciał jak 15 minut, a to dlatego, że opowiedziałam osobistą historię moich ostatnich 10-lat. Jeśli przegapiliście LIVE, wciąż możecie nadrobić, ponieważ na Facebooku  mogłam zapisać go na stałe w mojej grupie “Biorę szczęście w swoje ręce” (niestety ze względu na słabe oświetlenie wieczorem, jakość nie jest najlepsza). Opowiadałam w nim m.in o moich studiach psychologicznych, pracy w agencjach reklamowych w Polsce, wyprowadzce do Londynu i dostaniu pracy moich marzeń, przeprowadzce do Hiszpanii po 5 latach w Londynie oraz mojej aktualnej sytuacji. Tak naprawdę o każdym zagadnieniu mogłabym opowiadać szczegółowo godzinami (w końcu każdy z nich trwał po kilka lat), ale dla mnie najważniejsze znaczenie ma początek i koniec, czyli rok 2009 i 2019 rok.

Szybko możesz obliczyć, że różnica między nimi to 10 lat. 10 lat z mojego 30-to letniego życia, czyli dokładnie jego ⅓. Pewnie się teraz zastanawiasz, dlaczego te dwie daty mają dla mnie tak duże znaczenie. Przyznam szczerze, że jeszcze do niedawna ja sama nie podejrzewałam, że w moim życiu nastąpiły właśnie takie szczególne punkty zwrotne, które zatoczyły koło. Dopiero w tym roku, przekraczając magiczną granicę 30 lat, zaczęłam bardziej wsłuchiwać się w siebie i zrozumiałam, kim jestem i jaką tak naprawdę mam misję do spełnienia.



Życie kołem się toczy


Wróćmy więc na chwilę do roku 2009. Albo nie, do 2008, żebyś poznał(a) cały kontekst. Będąc w klasie maturalnej, marzyłam o zostaniu psychoterapeutą i za cel obrałam sobie dostanie się na Psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ze względu na mój charakter i moją osobowość, najbliższe mi osoby utwierdzały mnie w przekonaniu, że dokonałam świetnego wyboru, ponieważ idealnie nadaję się na psychoterapęutę. To tylko mnie umacniało w przekonaniu, że postępuję właściwie i dawało motywację do nauki przed egzaminami maturalnymi. I udało się! Zaczęłam studiować moją wymarzoną Psychologię na UJ i powolutku spełniać swoje marzenia - do czasu. Pod koniec pierwszego roku, czyli w 2009, uświadomiłam sobie, że bycie psychoterapętą nie jest mi pisane. Dlaczego? Byłam (i wciąż jestem) bardzo wrażliwą osobą, empatyczną, wczuwającą się za bardzo w problemy innych osób, a do tego mało odporną psychicznie na cierpienie. Uświadamiając to sobie, równocześnie zrozumiałam, że prowadzenie psychoterapii wiąże się ze zbyt dużą odpowiedzialnością za życie pacjenta i z moimi “cechami” nie potrafiłabym sprostać zadaniu. Jako, że w liceum uczyłam się łaciny, moje rozkminy kręciły się wokół jednej myśli:  “Primum non nocere”, czyli “Po pierwsze nie szkodzić”, którą kierują się (a przynajmniej powinni!) wszyscy lekarze.

Czy zrezygnowałam ze studiów? Oczywiście, że nie. Studiowanie psychologii bardzo mi się podobało, w końcu było to moje marzenie (już po maturze przeczytałam całą księgę (700 stron A4) "Psychologia i życie" Zimbardo, która okazała się potem być obowiązkową lekturą na pierwszym roku), ale wcale nie było to bezbolesne doświadczenie, bo nauki było sporo, a i egzaminy ciężkie. Psychologia jest tak wspaniałą dziedziną, że również tutaj można znaleźć podział na specjalizacje. A ponieważ jestem z natury kreatywną duszą i ciągnęło mnie do wielkiego świata, gdzie mogłabym się spełniać, zdecydowałam się pójść w stronę Psychologii reklamy i zachowań konsumenckich. Od 3-go roku (Psychologia na UJ trwa 5 lat i są to studia magisterskie) mogłam już sama układać sobie grafik i uczęszczać na interesujące mnie kursy, które również dotyczyły marketingu, PR, kreatywności, twórczości, organizacji itp. Czułam, żę odnalazłam moje prawdziwe powołanie! W międzyczasie odbyłam praktyki w agencjach reklamowych, potem zostałam w jednej z nich zatrudniona, jednocześnie studiując wieczorami i w weekendy. Mało miałam czasu na przyjemności (szczególnie, że w tym samym czasie należałam do dwóch organizacji studenckich i robiłam prawo jazdy), ale czułam się ogromnie szczęśliwa i podekscytowana wizją przyszłości.

psycholog-pacjent

Studia ukończyłam z tytułem mgr Psycholog, miałam stałą pracę w agencji reklamowej jako Social Media/Community Manager, ale los chciał, że przeprowadziliśmy się z mężem do Londynu, by zdobywać doświadczenie w wielkim, zagranicznym świecie. Mogłabym w tym miejscu opowiedzieć szczegółowo moją 5-cio letnią historię z życia w Londynie, ale ograniczę się tylko do wspomnienia, że uporem i ciężką pracą udało mi się zdobyć wymarzoną pracę jako Marketingowiec (Social Media) w branży urodowej dla jednej z większych firm, Superdrug, w której miałam okazję nawiązać kontakty i współpracować niemal z setką marek kosmetycznych w UK oraz poznać kilku najpopularniejszych YouTuberów (m.in Zoella, Tanya Burr), jednocześnie pracując nad ich kampaniami w social media (uff, jakie długie zdanie!). Miałam ochotę skakać pod sufit z radości, gdy przypominałam sobie, że to właśnie ja, Polka, reprezentuję międzynarodowo ogromną firmę w social media. Do dziś ciężko mi w to uwierzyć! Świat wielkich korporacji mnie wzywał i czułam ogromną potrzebę wspinania się po szczeblach kariery, dlatego zdecydowałam się po roku na pracę jako Marketingowiec z szerszym zakresem obowiązków, gdzie miałam okazję realizować wiele ciekawych projektów dla marki kosmetycznej Sleek Makeup, a potem również innych marek firmy Boots (konkurencję Superdrug), która ją wykupiła.



Każdego dnia czułam się wdzięczna, za to gdzie jestem, w jakich warunkach żyję, jaką mam pracę i za możliwość spełniania marzeń. Do szczęścia brakowało mi tylko jednego - dzidziusia.



Im więcej myślałam o dziecku, tym bardziej byłam zniechęcona do pracy w korporacji i stylu pracy, jaki w nich panuje. Nie tylko straciłam ochotę na robienie kariery w wielkim świecie, ale dodatkowo zniechęciłam się do pracy na cudzy rachunek, która kosztowała mnie zbyt dużo nerwów i stresu. Wraz z zajściem w ciążę, a potem podczas rocznego urlopu macierzyńskiego, zrozumiałam, jakie wartości w życiu są najważniejsze i postanowiłam, że to rodzina i nasze szczęście, będzie zawsze na pierwszym miejscu. Jak się możesz domyślić, do pracy już nie wróciłam...


noworodek-zdjecie-dloni


*Zdjęcie naszych dłoni, zrobione w pierwszej dobie życia naszej Córeczki.



10/30, czyli moja życiowa misja


Jest rok 2019, w czerwcu skończyłam 30 lat, w sierpniu nasza Córeczka skończyła roczek, a we wrześniu przeprowadziliśmy się do Hiszpanii - rok ważnych wydarzeń w moim życiu. To również rok, w którym zaczęłam się bardziej wsłuchiwać w siebie, poznawać swoje mocne strony, zastanawiać się, jak chciałabym spędzić resztę mojego życia, a przede wszystkim, co daje mi szczęście i jak mogę podzielić się tym ze światem? Od rezygnacji z psychologii klinicznej w 2009 roku minęło dokładnie 10 lat, czyli wystarczający okres, by zapomnieć o moim marzeniu o zostaniu psychoterapętą. Wtedy nawet jeszcze nie przypuszczałam, że potrzeba mi dokładnie 10 lat, czyli ⅓ mojego życia, by za taką wizją zatęsknić.


Dopiero mając 30 lat uświadomiłam sobie, jaką tak naprawdę mam misję do spełnienia w tym życiu, sama jednocześnie się spełniając.


Jeśli myślisz, że znowu chciałabym zostać psychoterapęutą, to muszę Cię niestety rozczarować. Dlaczego? Powody są wciąż takie same, jakie były w 2009 - ale ja jestem już inna, tzn. w końcu wiem, dlaczego tak bardzo ciągnęło mnie do psychologii - potrzeba poznania ludzi, jako pojedyncze jednostki, ale również jako grupa!

Pracując w social media, moim zadaniem było przede wszystkim budowanie zaangażowanej społeczności, skupiając się przy tym na celach marek i firm, dla których pracowałam. Uwielbiałam to robić, ale brakowało mi przy tym możliwości pokazania się ludziom z mojej prywatnej strony, pod moim imieniem i nazwiskiem, a nie jako firma. Dlatego właśnie tak świetnie się odnajdywałam w budowaniu relacji z przedstawicielami poszczególnych marek.

Zawsze wiedziałam, że przychodzi mi to z łatwością, pomimo tego, że jestem introwertykiem. Chyba właśnie dlatego każdą znajomość tak sobie cenię i staram się ją pielęgnować. A bycie świetnym słuchaczem i obserwatorem oraz moja ciekawość drugiego człowieka tylko mi w tym pomagają. Przeprowadzając się do Hiszpanii, gdzie kontakt z najbliższymi mam tylko telefoniczny i przez internet, zaczęłam bardziej drążyć temat, wciąż próbując sprecyzować moją misję do spełnienia.

Na tym etapie wiedziałam już, że to właśnie ludzi potrzebuję do szczęścia, ale dla mnie ważniejsze było NIE branie, a dawanie!


clifron-strenghts-talenty-gallupa


Nie do końca byłam pewna, co mogłabym od siebie dać, dlatego zainteresował mnie Test Talentów Gallupa (StrenghtsFinder), który bardzo często poleca Ola Budzyńska, Pani Swojego Czasu oraz inni ludzie biznesu. Test opiera się na 34 talentach i w tańszej opcji (tak, jest on płatny) można się dowiedzieć, jakie jest naszych 5 dominujących talentów. Ponieważ studiując psychologię przerabiałam wiele testów psychologicznych (m.in osobowości), wiedziałam już czego mogę się po tym teście spodziewać, dlatego postanowiłam najpierw sama spróbować odnaleźć intuicyjnie moje talenty. W tym celu przeanalizowałam każdy z 34 talentów, posługując się ich opisami, które dostałam na maila, po zapisaniu się na newsletter Dominika Juszczyka. Wypisałam sobie 10, które najbardziej opisywały mnie, ale to 5 z nich, które ostatecznie wybrałam, już na samym początku mocno się wyróżniały. I teraz pewnie zastanawiasz się, jakie mam talenty, tak? Wcale mnie one nie zaskoczyły, bo są nimi: Bliskość, Empatia, Rozwijanie innych, Komunikatywność, Zgodność.

Wszystkie 34 talenty pogrupowane są w 4 domeny: Budowanie relacji, Wpływanie, Wykonywanie, Myślenie strategiczne. To co mnie jednak zaskoczyło, to fakt, że 4 z moich 5 talentów znajdują się w tej samej grupie: BUDOWANIE RELACJI. Czemu zaskoczyło? Ponieważ nie spodziewałam się, że moje predyspozycje i mocne strony, mogą wspólnie tworzyć jakąś większą całość, jaką jest Budowanie Relacji. Byłam też trochę rozczarowana, bo miałam nadzieję, że odkryję w sobie jakiś talent, który od razu ułatwi mi zadecydowanie o mojej przyszłości. Chciałam jednak bardziej zrozumieć, jak moje talenty przyczynią się do wyklarowania mojej wizji na przyszłość i tego co chcę robić w życiu, dlatego przestudiowałam je tak, jak zalecał to zrobić Dominik w tym artykule. Dopiero po wypisaniu sobie wszystkiego, zaczęłam intensywnie analizować wyniki, skupiając się przy tym na mojej aktualnej sytuacji, doświadczeniach, wiedzy, potrzebach, wartościach... i nagle wszystkie puzzle tej układanki zaczęły tworzyć całość, a ja doświadczyłam momentu AHA!

Zrozumiałam, jak bardzo skupiam się na budowaniu relacji poprzez moje osobiste kanały w social media oraz blog, który właśnie czytasz. To, co do tej pory traktowałam jako hobby, okazało się być czymś znacznie większym. Mam w sobie ogromną potrzebę dzielenia się z innymi moją wiedzą psychologiczną, pozytywnie wpływać na jakość ich życia, inspirować do dobrych zmian, motywować, rozwijać potencjał - czyli pośrednio działać jako psycholog, ale w subtelny i mentorski sposób. Uwierzcie mi, że nie zawsze zdawałam sobie z tego sprawę - dopiero wiadomości z podziękowaniami, które otrzymywałam i wciąż otrzymuję, dały mi do myślenia, że coś w tym musi być. Co więcej, moje serce od zawsze mi podpowiadało, że to kobietom powinnam poświęcić największą uwagę - i chyba właśnie dlatego tak bardzo zainteresowałam się marketingiem skierowanym do kobiet. A moje talenty tylko potwierdzają, że to właśnie budowanie relacji z kobietami i tworzenie wspólnie większej społeczności, jest kluczem do mojego szczęścia.


biore-szczescie-w-swoje-rece-facebook

To właśnie dojście do takiego wniosku skłoniło mnie do założenia grupy na Facebooku “Biorę szczęście w swoje ręce” dla KOBIET, które tak jak ja chcą brać szczęście w swoje ręce, prowadzić życie, w którym będą czuć się spełnione, a przede wszystkim gdzie mogą się swobodnie otworzyć. Sama zawsze marzyłam, żeby być sobą, a przy tym nieperfekcyjną i szczęśliwą, i w końcu mi się to udaje. Wiem, że jest nas, takich kobietek jak ja, więcej, dlatego stworzyłam grupę, by wspólnie wymieniać się spostrzeżeniami, dzielić doświadczeniami i wiedzą, a dodatkowo dostawać w zamian wsparcie i inspiracje od innych kobiet. Moim celem jest dać z siebie jak najwięcej, otworzyć się przed nimi, by i one czuły, że mogą być sobą.


Im więcej daję od siebie, tym więcej dobra otrzymuję w zamian i to jest właśnie dla mnie najlepsza nagroda i motywacja. :)


* * *

Jest już wieczór i moja Córeczka ogląda właśnie bajkę Peppa Pig, w której dzieci wyjawiają swoje talenty. I choć jeszcze jest za malutka, żeby zrozumieć o czym jest ta bajka i co to są talenty, to ona wcale nie potrzebuje ich znać, by być szczęśliwą. Dla niej liczy się tylko “tu i teraz” - i ja w końcu mogę zrobić to samo, odkreślając ostatnie 10 lat grubą kreską, by w końcu skupić się na teraźniejszości i mojej misji do spełnienia.

Ściskam,
Gosia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz