czwartek, 16 stycznia 2020

Czas się pożegnać, czyli co zostawiam w 2019?

co-zosrawiam-w-2019


Pierwsze minuty w Nowym Roku, wszyscy witają 2020, a w mojej głowie jedna myśl: “Żegnajcie!”. I zaraz po niej ogarnia mnie niesamowicie ciepła fala ulgi, bo w końcu mogę pożegnać wszystko to, na co nie ma już miejsca w moim życiu. Bez skrupułów wyrzucam z niego wszystko to, co mnie ograniczało, blokowało, krzywdziło. Świadomie i z premedytacją mówię głośne: Wynocha!


Rozstańmy się...


Musiało minąć 30 lat, żebym uświadomiła sobie, że najwyższa pora zadbać o samą siebie, o moje wewnętrzne dziecko, które zaniedbałam przez tyle lat. Jako introwertyk i osoba wysoko wrażliwa (WWO), nie miałam łatwo - każdego dnia toczyłam boje sama ze sobą, często nawet sobie tego nie uświadamiając. Ale w końcu dojrzałam, przejrzałam na oczy i zrozumiałam, że to JA muszę wziąć szczęście w swoje ręce, bo nikt tego za mnie nie zrobi. Mam ochotę wykrzyczeć światu, że mam już dość godzenia się na rzeczy, które sprzeczne są z moimi wartościami, moimi potrzebami. To moje życie i moje zasady i w końcu zaczynam ich przestrzegać. Jednak zamiast krzyczeć, zainspirowana postem Elizy, wybieram terapeutyczne rozwiązanie i postanawiam wszystko spisać w formie osobistego, ale publicznego pożegnania.


Przejmowanie się, co inni pomyślą


Jeśli jesteś ze mną od dłuższego czasu i obserwujesz mnie na moim Instagramie, to prawdopodobnie już wiesz, że moją największą słabością od zawsze było przejmowanie się, co inni ludzie myślą na mój temat. Odkąd pamiętam, zawsze byłam zakompleksiona, a to tylko pogłębiało się wraz z dorastaniem, gdy zaczęłam przejmować się wyglądem i porównywać się do rówieśników. Robiłam wszystko, żeby zamaskować swoje niedoskonałości, które prawdopodobnie tylko ja dostrzegałam. Najbezpieczniej czułam się, gdy nie wyróżniałam się z tłumu, bo za wszelką cenę unikałam, by ktoś mógł mnie za coś skrytykować. Zależało mi, by być lubianą przez wszystkich, a ponieważ z natury byłam spokojną i grzeczną dziewczyną, z łatwością przychodziło mi zachowywanie się, tak jak należy. Komentarze nauczycieli, rodziny i ich znajomych na mój temat stanowiły dla mnie wzmocnienie pozytywne, które utwierdzało mnie w przekonaniu, że ocena innych osób ma ogromne znaczenie. Całe życie robiłam więc wszystko, żeby nie stracić tego “statusu” i nie pozwalałam sobie na chwile słabości, które negatywnie wpłynęłyby na mój wizerunek.

Dopiero w 2018 roku zaczęłam nie przejmować się, co inni o mnie myślą. Pomimo kompleksów, w końcu zaczęłam wychodzić z domu bez makijażu, co jeszcze rok wcześniej było dla mnie czymś niewyobrażalnym - wtedy musiałam być pomalowana nawet, gdy szłam na siłownię. Zachęcona moim małym, a zarazem wielkim makijażowym sukcesem, w 2019 praktykowałam moje podejście w innych sferach mojego życia i to właśnie NIEPERFEKCYJNOŚĆ była moim mottem w 2019 roku. W 2020 mam zamiar w ogóle nie przejmować się, co inni sobie o mnie pomyślą, a to mocno wiąże się z kolejnym punktem.


To Cię może zainteresować:

Brak asertywności


Dopiero, gdy zaczęłam interesować się tym tematem i się w niego zagłębiać, zrozumiałam jak wielki problem mam z asertywnością. Poniekąd wiedziałam, że nie jestem asertywna, ale nie spodziewałam się, że jest z tym u mnie aż tak źle. W końcu jestem tego świadoma i w dużej mierze jest to zasługa Oli Pani Swojego czasu i jej Kursoksiążki o asertywności, która otworzyła mi oczy i pomogła zrozumieć, jak błędne przekonania negatywnie wpływają na moje zachowanie i uczucia. Analizując moje 30-letnie życie z perspektywy czasu, dostrzegłam ogrom sytuacji, w których godziłam się na coś, “bo tak wypada, “bo tak powinnam”, “bo tak trzeba”, zagłuszając tym samym negatywne emocje i dyskomfort, które we mnie się pojawiały. Byłam przekonana, że jak się sprzeciwię drugiej osobie, to sprawię jej przykrość, zranię ją, a to wywołałoby we mnie poczucie winy, którego za wszelką cenę chciałam uniknąć. Dziś widzę, jak bardzo brakowało mi pewności siebie i poczucia własnej wartości, które w końcu daje mi siłę, by móc powiedzieć: NIE! Rozwijanie w sobie asertywności i opanowywanie je w jak najlepszym stopniu jest moim celem na 2020 rok i zdaję sobie sprawę, że na to potrzeba czasu, wielu lat praktyki i samozaparcia, ale ja się nie poddam tak łatwo, oj nie!

stop-scrabble-letters


Zamienianie złość w smutek


Przejmowanie się, co inni o mnie myślą i brak asertywności łączy się z moją obawą przed konfrontacją z innymi, a dokładniej z bliskimi. Doskonale zdaję sobie sprawę, że sprzeczki i kłótnie, podczas których wyrzucamy z siebie to, co leży nam na sercu, są nam potrzebne, ponieważ pomagają rozładować napięcie w naszym ciele. Nie jest to jednak takie proste, kiedy jesteś wysoko wrażliwą osobą (WWO), która za bardzo analizuje zachowanie swoje i innych osób (szczególnie już po fakcie), przez co doświadcza złożonych emocji, które trudniej zrozumieć i wytłumaczyć.

To ja zawsze pierwsza wyciągałam rękę na pogodzenie, to ja pierwsza przepraszałam, bo nie umiałam poradzić sobie z negatywnymi emocjami, które we mnie narastały. Starałam się jak najszybciej załagodzić sytuację, głównie po to, by nie odczuwać... smutku. Świadomość, że ktoś bliski jest na mnie obrażony, wywoływała we mnie ogromny dyskomfort, a to z kolei obniżało mój nastrój - no bo przecież przejmowałam się, co inni o mnie myślą i jak się z mojego powodu czują. Często też wpadałam w błędne koło - unikałam konfrontacji, żeby nie doświadczyć złości, ale niewyrażone i stłumione emocje i tak w efekcie końcowym zostawiały mnie ze smutkiem.

Teraz w końcu daję już sobie pozwolenie na odczuwanie chwilowej złości, którą staram się zamieniać w empatię i zrozumienie drugiej osoby. Szkoda mi czasu i zdrowia na smutki, które wyrządzają zbyt wielkie szkody w moim organizmie.

Wewnętrzny sabotażysta


W 2019 roku poznałam tego gościa bliżej - mogę nawet powiedzieć, że przejrzałam go na wylot. Przez wiele lat rozrabiał w mojej głowie, podszywając się pod “Moje Rozsądne Ja” i manipulując moim zachowaniem, moimi działaniami. W końcu udało mi się go przyłapać na gorącym uczynku, gdy majstrował przy moich kompleksach, włączał mi blokadę perfekcjonisty, namawiał do prokrastynacji, wywoływał poczucie winy… Ileż on się starał, żeby zagłuszyć moją intuicję, która tak bardzo wspiera mnie w dążeniu do bycia szczęśliwą.

Na szczęście teraz, gdy już dostrzegam jak bardzo i jak często wtrąca się w moje życie, postanowiłam świadomie i z premedytacją powiedzieć mu “Pakuj się i wynocha!”, bo nie mam zamiaru spędzić z tym typkiem reszty życia.

Tak jak wskazane jest pozbywać się “wampirów emocjonalnych” z naszego życia, tak również i w sobie być może znajdziesz “intruzów”, z którymi najwyższy czas się pożegnać. A gdy już ich zlokalizujesz, pójdź za moim przykładem i wyślij ich, gdzie pieprz rośnie! ;)

Ściskam cieplutko,
Gosia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz