środa, 26 lutego 2020

Jak spełnić swoje marzenia? 7 ważnych zasad

jak-spelnic-marzenia

Uwielbiam marzyć! Od małego byłam marzycielką, która jak większość dzieci miała bujną wyobraźnię, a pochłaniane przeze mnie w ogromnych ilościach książki tylko tę wyobraźnię nakręcały. Dorastając i usamodzielniając się, zaczęłam więcej marzyć, szczególnie, gdy widziałam, że moje marzenia stają się rzeczywistością. Pewnie nieraz słyszałaś, że warto mieć marzenia, ale... Jeśli jeszcze tego nie wiesz, to powiem to teraz: marzenia się nie spełniają - marzenia się spełnia! I dzisiaj się dowiesz, jak tego dokonać. :)


Gdy byłam dzieckiem, marzyłam, żeby mieć psa. Doskonale pamiętam, jak przez 2 lub 3 lata pod rząd miałam takie niewypowiedziane na głos życzenie urodzinowe, podczas dmuchania świeczek na torcie. I podejrzewam, że do znudzenia musiałam powtarzać Rodzicom, jak bardzo chciałabym psa w naszym domu. Mieszkaliśmy wtedy w 1 pokojowym mieszkaniu w bloku, więc wiązało się to z dodatkowymi “utrudnieniami”, jakie wprowadziłby kolejny członek rodziny na takiej małej przestrzeni, ale no weź wytłumacz to dziecku, które ma marzenie. W końcu pewnego dnia, gdy miałam 8 lat, pojechałyśmy z Mamą we dwie na wycieczkę - jak się potem okazało, do hodowli sznaucerów, z której wróciłyśmy już we trzy - z moją wymarzoną czarną suczką Vivą. Dla małej dziewczynki był to najszczęśliwszy dzień w życiu i tylko utwierdziło mnie to w przekonaniu, że warto mieć marzenia.

No dobra, ale co zrobić, żeby te marzenia spełnić?


Przeanalizowałam duży okres z mojego życia, w którym udawało mi się spełnić moje marzenia i wynotowałam sobie 7 poniższych zasad, które mi w tym bardzo pomogły. Zastosuj się do nich wszystkich, nie pomijaj żadnej z nich, a za jakiś czas zobaczysz, że awansowałaś na swojego osobistego Dżina z lampy Aladyna. ;)

1. Zacznij od wizji i celów


Jakiś czas temu natknęłam się w internecie na sondę uliczną przeprowadzoną w Krakowie. Bartek Popiel pytał przechodniów “Jakie jest Twoje największe marzenie?”. Potrafisz odpowiedzieć teraz na to pytanie? Masz 10 sekund. Jeśli czas minął, a Ty dalej szukasz w głowie odpowiedzi, to nie jesteś wyjątkiem. Swoją sondą Bartek wykazał, że sporo osób po prostu nie ma marzeń - a nawet jeśli jakieś mają, to nie są one sprecyzowane. Co więcej, osoby te nic nie robią w kierunku, by te marzenia zacząć spełniać.

Pierwszym i zarazem podstawowym krokiem jest sformułowanie swojej wizji i marzeń. Marzenia to cele, które wynikać powinny z Twojej wizji. O wizji i celach pisałam w tym artykule w kontekście planowania roku, zapoznaj się proszę z tym tekstem, zanim zajmiesz się kolejnymi krokami. Kluczowe jest, by dokładnie zastanowić się, czego oczekujemy od przyszłości, a następnie to spisać. Jeśli wolisz, możesz zacząć od “burzy mózgów” i stworzyć swoją mapę marzeń w postaci dowolnie zapisanych słów/zdań lub w postaci vision board, czyli obrazowej wyklejanki (w internecie znajdziesz pełno inspiracji).



2. Opracuj plan działania

No właśnie, sprecyzowany plan działania to ogromnie ważna kwestia i krok, którego NIE możesz pominąć. Kiedy sprecyzujesz już swoją wizję i marzenia, które zamienisz w cele, to pora na opracowanie strategii. Najlepiej będzie, jeśli zdecydujesz, które marzenie chcesz spełnić w pierwszej kolejności, a następnie odpowiesz sobie na pytanie:

“Co mogę zrobić, żeby z punktu A dostać się do punktu B?


Dla zobrazowania podam Ci przykład z mojego własnego podwórka. W marcu 2014 roku przeprowadziliśmy się z mężem (ówczesnym narzeczonym) do Londynu. On dostał tam pracę, a ja dopiero zaczynałam szukać. Zależało mi by znaleźć pracę w zawodzie (w Polsce pracowałam jako Social Media Manager), ale okazało się to trudniejsze niż myślałam. Codziennie przeznaczałam mnóstwo czasu na szukanie ogłoszeń o pracę, wysyłanie CV, odzywanie się do rekruterów, itp. Mijały tygodnie, miesiące, a ja wciąż nie miałam pracy i byłam załamana. Nie dość, że byłam bezrobotna, to w międzyczasie wyklarowała się moja wizja przyszłości, która zawęziła mój zakres poszukiwań do branży urodowej. Zamiast sobie ułatwić sytuację, to ją tylko wszystko pogorszyłam. Przynajmniej tak wtedy o tym myślałam, bo dopiero z czasem zrozumiałam, że sprecyzowana wizja tak naprawdę pomogła mi spojrzeć na wszystko z innej perspektywy i popchnęła w dobrym kierunku. Zaczęłam marzyć o pracy w marketingu z markami kosmetycznymi, ale niestety nie byłam atrakcyjnym kandydatem na takiego pracownika. A skoro nim nie byłam, to zaczęłam się zastanawiać:

“Czego mi brakuje i co muszę zrobić, żeby stać się idealnym kandydatem?”.


W pierwszej kolejności było dla mnie oczywiste, że nie mam doświadczenia w pracy na rynku brytyjskim w anglojęzycznym środowisku. Musiałam więc mieć już coś w swoim CV, tylko w jaki sposób? Odpowiedź była banalna: zacząć tak, jak większość ludzi, czyli od stażu, żeby zdobyć doświadczenie i ważną pozycję w CV. Niestety i tu miałam pod górkę, bo wymogiem dostania się na staż był zawsze status studenta. Aplikowałam mimo to, licząc na szczęście, ale bez powodzenia. Miałam “ochotę” załamać się po raz kolejny, ale dalej rozkminiałam, jak zdobyć to brytyjskie doświadczenie. Na tym etapie bardzo zraniłam swoje ego, ponieważ zdecydowałam się na bolesny, (ale jedyny rozsądny) krok, a mianowicie: postanowiłam odbyć bezpłatne praktyki. Wiedziałam, że jest to jedyne możliwe rozwiązanie, ale długo nie potrafiłam zaakceptować myśli, że będę aplikować na bezpłatne praktyki, mając już kilkuletnie doświadczenie na stanowisku managerskim.

Oczywiście, chcąc się dostać na praktyki u jakiejkolwiek z marek kosmetycznych, musiałam udowodnić, że branża urodowa bardzo mnie pasjonuje. A z tym też nie było łatwo, bo była to raczej nowa pasja i nie miałam żadnych dowodów, które by to potwierdzały. Zaczęłam więc znowu rozkminiać temat i wymyśliłam, że pomoże mi w tym pisanie bloga po angielsku. Być może nie wiesz, ale blog, który właśnie czytasz, jeszcze rok temu nazywał się “More Than Beauty Marketing” i poruszałam na nim głównie tematy związane z marketingiem do kobiet, pisząc wyłącznie po angielsku. Na zakładaniu bloga i jego spersonalizowaniu nic się nie znałam, więc i tu miałam pod górkę, ale udało mi się wszystko ustawić, spędzając dużo czasu w wyszukiwarce Google i ucząc się kodów html. 7-go września 2014 roku opublikowałam swój pierwszy wpis, a już w grudniu dostałam się na praktyki w Nailberry, marce zdrowszych i bardziej luksusowych lakierów do paznokci, jako Social Media Marketing Intern. Odbywałam praktyki, a w międzyczasie pisałam nowe artykuły na bloga (szkoląc język pisany) i dalej rozglądałam się za pracą. Nie byłam zadowolona z polegania na pomocy rekruterów, dlatego szukałam ofert bezpośrednio na stronach firm, które mnie interesowały. Miałam już jakieś brytyjskie doświadczenie, a blogiem udowodniłam, nie tylko, że branża urodowa bardzo mnie pasjonuje, ale również, że posługuję się angielskim na zaawansowanym poziomie.

Chyba przyznasz mi rację, że z punktu A, czyli nieatrakcyjnego kandydata, przedostałam się do punktu B, gdzie mogłam już być postrzegana jako kandydat idealny? Bo tak właśnie się stało! Pod koniec stycznia otrzymałam wymarzoną ofertę pracy na stanowisko Marketing Executive - Social Media dla Superdrug, jednej z większych firm w UK (i siostrzanej firmy Rossmann). Byłam w siódmym niebie i ogromnie z siebie dumna, że w końcu się udało!

Jaki z tego morał?

Nic się samo nie wydarzy! Musisz wziąć sprawy w swoje ręcę, opracować plan działania (jak dostać się z punktu A do punktu B, pamiętasz?) i zacząć działać. Co więcej, zacznij działać od razu. Nie czekaj na idealny moment, idealne warunki, bo możesz się nie doczekać, a ktoś inny sprzątnie Ci Twoje marzenie sprzed nosa. Jeśli odkładasz działanie w czasie, bo np. chcesz się dobrze do tego przygotować, to wiedz, że takie podejście może trwać w nieskończoność. Jak to mówią: “Done is better than perfect”, czyli “Zrobione jest lepsze od doskonałego”. Po prostu się ogarnij, zrób pierwszy krok, a potem kolejne… bo każdy z nich przybliży Cię do spełnienia swojego marzenia. A przecież na tym właśnie Ci zależy, prawda?



jak-zaplanowac-cele


To może Cię zainteresować: Jak zaplanować cele



3. Wyjdź poza strefę komfortu


Kiedy myślę o strefie komfortu, w głowie od razu pojawiają mi się słowa Einsteina: “Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów”. Jeśli chcesz odnieść sukces, musisz stale podnosić sobie poprzeczkę i stawiać przed sobą wyzwania. Jak sama nazwa wskazuje, nie będziesz czuć się komfortowo, pojawi się stres, ale właśnie działając pomimo swoich lęków, uczysz się i robisz krok do przodu.

Wróćmy do mojej historii (będę kontynuować ten sam przykład o mojej pracy w Londynie). Kiedy dostałam pracę w Superdrug byłam przeszczęśliwa, ale również ogromnie zestresowana. Nie dość, że była to moja pierwsza pełnowymiarowa praca i do tego dla korporacji, to jeszcze w 100% po angielsku. W procesie rekrutacyjnym udowodniłam, że moja znajomość języka jest na zaawansowanym poziomie, ale to, czego wtedy jeszcze o mnie nie wiedzieli, to, że mam ogromną barierę językową i każda sytuacja, w której muszę z kimś rozmawiać stresuje mnie bardziej niż egzaminy maturalne. Jako perfekcjonistka chciałam za każdym razem wypowiadać się w jak najlepszy sposób i dokładnie przemyśleć konstrukcje całego zdania, zanim jej wypowiem. Doskonale pamiętam jak w pierwszym tygodniu poszliśmy całym moim zespołem na mój lunch powitalny. Nie dość, że byłam onieśmielona (tak już mają introwertycy, gdy przebywają z 10 nowymi osobami na raz i są w centrum zainteresowania), to jeszcze wytężałam słuch, żeby zrozumieć co dokładnie mówią (pewnie wiesz, że akcenty Anglików są różne i niełatwe do zrozumienia - szczególnie, gdy mówią szybko). Ale to jeszcze nic. Bardzo chciałam zrobić dobre wrażenie i uczestniczyć w dyskusjach, ale gdy miałam ochotę coś powiedzieć i najpierw przeanalizowałam, czy powiem to perfekcyjnie… to już było za późno, bo następowała zmiana wątku. Kobiety już tak mają, że poruszają wiele tematów na raz. ;) Pamiętam, że tego dnia, po całym dniu przyzwyczajania się do nowych warunków, wróciłam do domu wypompowana, ale o dziwo szczęśliwa. Byłam z siebie dumna, bo udowodniłam sama sobie, że potrafię wiele osiągnąć, jeśli tylko bardzo się postaram. A gdy uświadamiałam sobie, że ja, Polka, pokonałam w procesie rekrutacyjnym Anglików i teraz reprezentuję biznes międzynarodowo, byłam przykładem na to, że nie ma rzeczy niemożliwych!

Wychodzenie poza strefę komfortu nie jest łatwe, ale zacznij od odpowiedzenia sobie na pytania: “Dlaczego warto? Co dzięki temu osiągnę?”. Przeanalizuj sobie zyski i ich stosunek wobec obaw, strachu, stresu itp. Skupienie się na wizji przyszłości, w której osiągasz sukces zmotywuje Cię do działania, a gdy już osiągniesz swój cel, będzie czekać na Ciebie wspaniała nagroda w postaci satysfakcji, że Ci się udało - a to tylko będzie Cię nakręcać do kolejnych wyzwań i dalszego wychodzenia poza strefę komfortu.


4. Uwierz w siebie

Najgorsza rzecz, jaką możesz zrobić, to pozwolić swojemu wewnętrznemu sabotażyście (czy też wewnętrznemu krytykowi), by rozrabiał w Twojej głowie i przekonywał Cię, że jesteś skazana na niepowodzenie. Odpuść sobie myśli typu “Ale ja nie mam szczęścia”, albo “Mi się nigdy nie udaje”, bo tylko na starcie ustawiasz się na straconej pozycji. Skończ z wymówkami, którymi próbujesz się usprawiedliwiać i zamiast mówić “Nie umiem”, “Nie mogę”, powtarzaj sobie: “Dam radę!”.

Nie będę zaprzeczać, że nie pojawiały się chwile zwątpienia, gdy szukałam pracy w Londynie. Wiedziałam, że rynek pracy jest ogromny, kandydatów sporo, w tym duży procent Anglików z bogatym doświadczeniem. Ale równie mocno byłam świadoma swoich walorów i tego, w jaki sposób pomogą spełnić moje marzenie. Zależało mi, by udowodnić sobie, że dam radę, ale również motywowała mnie myśl, że udowodnię innym, że Polka potrafi. Wiedziałam, co mam do zaoferowania i chętnie tę informację wykorzystywałam.

Co możesz zrobić?

Skup się na swoich mocnych stronach, talentach, umiejętnościach i wykorzystaj je w procesie spełniania marzenia. To właśnie te informacje powinno się uwzględnić opracowując strategię działania (którą omawiałam w punkcie 2). Bardzo często posiłkujemy się cytatami, które inspirują nas do działania i również i w tym przypadku mam coś dla Ciebie. Zapisz sobie i zapamiętaj poniższe słowa (jeden z moich ulubionych cytatów!), by móc je sobie powtarzać, gdy najdzie Cię chwila zwątpienia:

walt-disney-cytat


5. Nie poddawaj się

Już teraz mogę Ci powiedzieć, że nie jest łatwo spełnić swoje marzenia. A skoro czytasz ten artykuł, to i tak już doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, bo przecież potrzebujesz pomocy w tej kwestii, prawda? Bardzo łatwo się zniechęcamy, gdy nie widzimy rezulatów - najlepiej, by pojawiły się już, teraz, jak najszybciej! Mogłabym w tym miejscu rozpisać się o odroczonej gratyfikacji (czyli nagrodzie odłożonej w czasie), ale to temat na całą książkę - a przynajmniej osoby artykuł. Zamiast tego po raz kolejny odniosę się do mojego przykładu.

Jak już wspominałam, tydzień po przeprowadzce do Londynu zabrałam się za szukanie pracy. Z początku byłam pełna zapału, podekscytowana i zmotywowana, ale z każdym kolejnym tygodniem bez oczekiwanych rezultatów ulatywała ze mnie energia, niczym powietrze z balonika. W mojej głowie zaczęły pojawiać się myśli, że nigdy mi się nie uda i że to wszystko jest bez sensu. Byłam załamana i jedyne co chciałam, to zaszyć się pod kołdrą i w ogóle spod niej nie wychodzić. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że był to początek stanu przed depresyjnego. Na szczęście szybko uświadomiłam sobie, że przecież nikt tego za mnie nie zrobi i tylko ja mogę i muszę uporać się z tą sytuacją. Resztką sił znalazłam w sobie motywację, zacisnęłam zęby i próbowałam szukać dalej. I to właśnie dopiero PO tym moim kryzysie zaczęłam szukać nowych rozwiązań, co zaowocowało moją wizją i konkretnym planem działania, który opowiedziałam Ci w punkcie 2.

Jak sama widzisz, musi czasem być gorzej, żeby potem mogło być lepiej, albo jeśli wolisz podsumować to w inny sposób: “Po burzy zawsze wychodzi słońce”. Sportowcy często posługują się zwrotem “no pain, no gain”, które można odnieść również do kwestii realizacji celów i spełniania marzeń. Im szybciej uświadomisz sobie, że nie zawsze będzie kolorowo, a po drodze pojawiać się mogą “krew, pot i łzy”, to szybciej uodpornisz się na momenty kryzysowe.

Decydując się na realizację celu, który jest Twoim marzeniem, musisz zaangażować się w cały proces w 100%, czyli działać konsekwentnie, nawet małymi kroczkami. Nie możesz tak po prostu zniechęcać się, gdy coś nie wychodzi - nie jesteś już przecież dzieckiem. W takich chwilach musisz pielęgnować swoją motywację i co ważniejsze: samodyscyplinę. A pomóc Ci w tym może kolejny, 6. i przedostatni krok.

6. Otaczaj się inspirującymi ludźmi


Przeczytałam gdzieś niedawno, że jesteśmy wypadkową 5 osób, z którymi najwięcej przebywamy (pisząc te słowa, sprawdziłam i to mądre stwierdzenie wypowiedział Jim Rohn, amerykański pisarz i mówca motywacyjny). Może wcześniej nie zdawałaś sobie z tego sprawy, ale to, jakimi ludźmi się otaczamy, znacząco wpływa na nasze życie. 

Potrafisz wymienić teraz 5 takich osób? To nie powinno być trudne. Ale czy zastanawiałaś się, jaki mają na Ciebie wpływ? To oczywiste, że chcemy w swoim życiu tylko takie osoby, które mają na nas dobry wpływ i właśnie takimi powinnaś się otaczać. To osoby, które Cię motywują, inspirują, zachęcają do działania, które wspierają, dodają skrzydeł, zarażają optymizmem, a czasem nawet i pasją. Tacy ludzie to skarb i klucz do Twojego sukcesu, więc spędzaj z nimi jak najwięcej czasu, trzymaj ich blisko siebie… i nie puszczaj ;)

Z drugiej strony, każdy z nas ma (lub kiedyś miał) w swoim otoczeniu wampirów emocjonalnych, którzy wysysają z nas dobrą energię - możesz porównać ich do Dementorów z Harrego Pottera. Przebywając w ich towarzystwie, jak gąbka chłoniemy (bardzo często nieświadomie) od nich negatywne emocje, nastawienie, nasza motywacja zanika, a świat staje się mniej kolorowy. Takie toksyczne znajomości trzeba zdecydowanie ograniczać i jak najszybciej eliminować! 

Zamiast więc pozwalać, by w Twoje życie wkradało się narzekanie, krytykowanie i demotywowanie, stawiaj na optymizm i właśnie takich ludzi wybieraj, bo to Twoja przepustka do lepszego życia.


7. Systematycznie analizuj sytuację


Jak to mówią Anglicy: “Last but not least” (Ostatnie, ale nie mniej ważne), na bieżąco musisz analizować swoją aktualną sytuację. Realizując określony plan (który omawiałam w punkcie 2), musisz cały czas mieć pewność, że podążasz w dobrą stronę. Systematycznie wracaj do swojego zapisanego celu i dokonuj małego podsumowania. Co się sprawdza? Co nie działa? Jeśli coś nie wychodzi, przeanalizuj wszystko dokładnie, wyciągnij wnioski, zastanów się, co można poprawić, a następnie wprowadź ulepszony plan w życie. 

A może wszystko idzie zgodnie z planem? Wtedy nie pozostaje Ci nic innego, jak trzymać się go mocno i tylko odliczać dni, aż będziesz mogła się pochwalić: “Spełniłam swoje największe marzenie”. :)


I to by było na tyle. Właśnie te powyższe kroki pomagają mi spełniać moje marzenia i również dzięki nim mam zamiar spełnić moje aktualnie największe marzenie, czyli wydanie idealnego książkowego planera dla kobiet. A Ty? Jakie jest Twoje największe marzenie? Mam nadzieję, że po tym artykule nie będziesz mieć problemu z udzieleniem odpowiedzi i od razu przejdziesz do działania. Trzymam mocno kciuki!

Ściskam cieplutko,
Gosia

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza